sobota, 8 czerwca 2013

Co na obiad? Kalarepa!

Witam! :) Przybywam z pierwszym 'rękodziełem'. Mianowicie:

Kotlety z kalarepy przekładanej serem z kaszą jaglaną oraz surówką z marchewki i jabłka z sosem pomidorowym



 Składniki:
Kotlety: 1 kalarepa, dwa grubsze plastry sera, bułka tarta, jajko, sól, pieprz, olej 

Kasza z sosem: Kasza jaglana, pomidory z puszki bez skórki, cebula, czosnek, bazylia, oregano, sól, pieprz, olej 

Surówka: 1 marchewka, 0.5 jabłka (np. ligol), cukier, cytryna


Wykonanie:
Kotlety: Kalarepę kroimy na plastry do max 1 cm grubości, wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy około 10 min by zmiękła. Następnie wyciągamy, solimy pieprzymy do smaku z każdej strony. Następnie kładziemy niemały plasterek sera pomiędzy kalarepami i obtaczamy w jajku, potem w bułce tartej. Ja zrobiłam to dwa razy. Kładziemy na rozgrzany tłuszcz i smażymy do czasu aż się zarumieni z bokami włącznie, a ser stopi. Trzeba uważać, by ich nie spalić, gdy ser będzie dopiero dochodził.

Kasza z sosem: Ugotować kaszę. :-) 
Zarumienić w garnku na małej ilości tłuszczu drobno posiekany ząbek czosnku i pół dużej cebuli, następnie dodać 1/2 puszki pomidorów, doprawić do smaku i zostawić na gazie od zagotowania 10 min (na małym ogniu).

Surówka: Zetrzeć marchewkę na drobnej tarce, pół jabłka na większej tarce, doprawić cukrem i sokiem z cytryny do smaku. Odstawić do lodówki.
Smacznego :-)


Polecam bardzo mocno, bo wyszło przepyszne, a szybkie i tanie. Ugotowanie zajęło mi około 40 minut, a kosztowo około 10 zł na dwa obiady.  Sosu i surówki zostało mi jeszcze na drugi dzień.
Cieplutko pozdrawiam :*!


P.S. Brakuje trochę zieleni w tej potrawie

środa, 29 maja 2013

Jak to się zaczęło

 ...Mam koleżankę-wegetariankę, która za każdym razem jak jadłam potrawę z mięsem truła mi o tym, że zajadam się trupami. Sumienie się czasem odzywało, a owa kumpela spowodowała, że z zagłuszeniem jego problem był coraz większy. Jednak przeważnie jej gderanie puszczałam mimo uszu, bo jak to, odmówić sobie kurczaczka, paróweczki? Niemożliwe!
Aż któregoś razu wpadłam na pomysł, że spróbuję na próbę...a co mi tam :-). 
 30 dni bez mięsa
 Jak to dotychczas było z wszystkimi moimi dietami-cud, wytrzymywałam raptem kilka dni. Pamiętam, że kiedyś byłam na 1000 kcal i po 4. dniu porównywałam swoje cierpienie do kambodżańskich dzieci. Rzuciłam  to w cholerę. Teraz jest inaczej, mam za sobą dzień 14. i  nie tęskni mi się do mięsa, wręcz przeciwnie czuję się lepiej, chyba najbardziej na sumieniu. Jednak nie chwalmy dnia przed zachodem słońca.

 Zawsze lubiłam gotować. Nie sądziłam też, że dzięki przejściu na dietę wegetariańską poznam masę nowych smaków, połączeń, produktów. Dotychczas myślałam, że ta dieta jest uboga, nudna i strasznie droga. Nic bardziej mylnego. Przeglądając przepisy nie mogę opanować swoich ślinianek i, żeby je wszystkie przyrządzić musiałabym chyba zamknąć się na rok w kuchni. :)

 Polecam stronkę, dzięki której po zapisaniu się do newslettera codziennie dostaniecie maila z różnymi ciekawostkami o wegetarianiźmie, życiu zwierząt, przepisy kulinarne, obalonymi mitami. Warto się zapoznać z całą stroną, jeżeli ktoś by się zdecydował podjąć wyzwanie.